To fakt, że powszechna łatwość rozprzestrzeniania się informacji, jaką daje Internet sprawia, że wszyscy mają niespotykane możliwości nie tylko zdobywania, ale i przekazywania wiedzy, dzielenia się z innymi tym, co „widzieliśmy na własne oczy”.

Nic nigdy tak bardzo nie przybliżało ludziom wiedzy, choćby o naszych „braciach mniejszych”, jak przez wieki zwykliśmy mówić o towarzyszących nam zwierzętach, jak tysiące albo i miliony filmików zrobionych ad hoc, przy pomocy telefonu komórkowego. Zarejestrowane w nich, uchwycone na żywo, dzięki temu, że praktycznie mało kto rozstaje się na dłużej ze swoim telefonem, scenki z życia wzięte ze zwierzętami w rolach głównych, jak nic i nigdy przedtem, dokumentują ich gesty, odruchy i zachowania i dowodzą niezbicie, że istoty te mają cechy, o które ludzie, traktujący je przez tysiąclecia, jak mające im służyć, także jako pożywienie, rzeczy, nigdy by ich nie podejrzewali. To w dużym stopniu dzięki nagrywaniu takich z życia wziętych scenek, alarmowani nimi ludzie zaczynają upominać się o dobro zwierząt traktowanych, jak surowiec do produkcji mięsa, albo, co już całkowicie przekracza granice wrażliwości większości z nas, okrucieństwo wobec hodowanych wyłącznie na futra lisów, norek, szynszyli i innych cudownych istot, trzymanych w klatkach od urodzenia aż do odarcia ich ze skóry, tylko po to, żeby jakaś „elegantka” mogła zadawać szyku w drogim futrze. Nie bez przyczyny fabrykanci śmierci, jakimi są hodowcy zwierząt futerkowych, jak ognia unikają możliwości filmowania ich ferm i tego, co tam się dzieje.

Poruszającej i pobudzającej wrażliwość wielu ludzi autentyczności podpatrzonych i zarejestrowanych dzięki podręcznemu sprzętowi filmowemu, jakimi są nasze telefony, nie można wyreżyserować i może, dlatego właśnie, niektóre z nich osiągają wielomilionowe otwarcia w sieci, poświadczające, że dotarły do olbrzymiej liczby odbiorców.

O wielomilionowej oglądalności marzy wielu nadawców treści reklamowych, propagandowych czy też edukacyjnych

Inna rzecz, czy taką, bądź do niej zbliżoną oglądalność osiągają? Odpowiedź na to pytanie musi być zdecydowanie negatywna. Wynika to przede wszystkim właśnie z braku najtrudniejszej do podrobienia w sztuce filmowej autentyczności. Łatwo to sprawdzić, porównując własne doznania wywołane oglądaniem zarejestrowanych kamerą samochodową obrazów z prawdziwej katastrofy drogowej, a wyreżyserowanych przez największych nawet reżyserów, mających mrozić krew w żyłach filmów fabularnych.

Niestety, o tym, jak trudno jest przyciągnąć i utrzymać uwagę odbiorców przy nadawanych treściach, przekonują się ostatnio nauczyciele i uczniowie, zmuszeni przez pandemię do prowadzenia lekcji szkolnych on-line.

Siłą rzeczy, nieprofesjonalnie przygotowane, przeprowadzone i niewłaściwie zarejestrowane przez dysponujących olbrzymią wiedzą w swoich dziedzinach, lecz niemających odpowiedniego „filmowego” przygotowania nauczycieli, lekcje video, rażą brakiem profesjonalności i – nie ma co ukrywać – amatorszczyzną, które odbierają na wstępie tworzonym przez nich przekazom, walor podstawowy, zwłaszcza, gdy chodzi o lekcje – przyciągnięcia i utrzymania uwagi uczniów. To samo dotyczy „produkcji filmowych”, których się podejmują bardziej lub mniej zaawansowani amatorzy, czy początkujący filmowcy.

Samo połączenie obrazu z dźwiękiem i uwypuklającym to, co uwypuklenia wymaga, albo – odwrotnie – zaciemniającym szczegóły, które powinny być niewidoczne, oświetleniem, wymaga olbrzymiego doświadczenia i fachowości. Dlatego najczęściej podejmują się tego potrafiący z sobą współpracować, wyspecjalizowani w swoich dziedzinach profesjonalni operatorzy, dźwiękowcy, oświetleniowcy i montażyści. Ale, żeby mogli wspólnie wyprodukować przyciągającą pożądaną uwagę widzów film, ich pracę musi koordynować reżyser, odpowiedzialny także za odpowiednie obsadzenie i poprowadzenie występujących w filmie osób. Wprawdzie największy nawet reżyser nie jest w stanie zapewnić filmowi autentyczności, ale tylko wspólny wysiłek profesjonalnej ekipy filmowców, jest w stanie stworzyć tę różnicę między amatorszczyzną, a profesjonalizmem, jaką widać, gdy się porówna amatorskie zapisy video z wesel, czy pogrzebu, na przykład z filmem „Cztery wesela i pogrzeb”.

Różnicę tę oddaje powiedzenie, że miliony amatorów robią swoimi telefonami filmiki, ale FILMY robią tylko profesjonaliści.

A faktyczną różnicę między nudną „nie-do-oglądania” amatorszczyzną, a profesjonalnym filmem, posiadającym potencjał przyciągania uwagi odbiorców, zbliżony do tych cieszących się największą liczbą „otwarć” w sieci zapisów z życia wziętych, może dać tylko produkcja filmów reklamowych, edukacyjnych i kształtujących określoną świadomość obywatelską, oferowana przez zawodowców z agencji i studiów filmowych, w tym także REFUGIUM FILMS.